Kochani!

Dziś będzie baaardzo owocowo, słodko, smakowicie, iście letnio i wakacyjnie! Sezon na słodkości z ogrodu w pełni, więc i my wykorzystujemy dobrodziejstwa z naszego sadu. W tym roku wiśnie i maliny zaowocowały jak szalone!

To taka przyjemność iść sobie do swojego sadu i ze swoich krzaczków zrywać swoje malinki…mmm, pyyyycha! Zaimka „swój” celowo podkreślam, ale nie dlatego, że wpadam w samozachwyt i samouwielbienie, że to „moje”, a że to po prostu fajna sprawa!

Dziś zapraszamy Was Kochani w smakowitą, owocową podróż w naszej majerankowej kuchni i sadzie 😀 . Choć przepisy nie są „odkryciem Ameryki”, bo to zwykłe drożdżowe i kruche ciasto i ich wykonanie nie wymaga jakiś większych umiejętności kulinarnych, to myślę, że nawet jeśli ktoś nie ma dostępu do świeżych owoców, to z powodzeniem można zastąpić je mrożonymi lub innymi, które mamy akurat „pod ręką”. Nie ukrywam również, że nie są to „fit” receptury, bo kalorii trochę mają, ale zawsze można je spalić na wakacyjnym spacerze, jeździe na rowerze, pływaniu, pracy w ogrodzie- w zależności od potrzeb i możliwości 😀 .

CIASTO DROŻDŻOWE Z OWOCAMI I KRUSZONKĄ

Z góry uprzedzę, że korzystałam z przepisu na bułeczki drożdżowe wg Sylwii z przepysznego, instagramowego konta- @obiaddlataty 😀 . A jak zrobiłam kilka razy, to już potem „na oko”.

Składniki:

-500 g mąki,

-pół opakowania drożdży,

-100g rozpuszczonego masła,

-szczypta soli,

-jajko,

-70 g cukru (można też dodać cukier waniliowy/ wanilinowy- co kto ma 😀 ),

-120 ml ciepłego mleka.

Drożdże, łyżkę cukru, mleko i łyżkę mąki łączę ze sobą. Czekam, aż drożdże zaczną „pracować”. Potem dodaję ciepłe masło, jajko, szczyptę soli, resztę cukru i mąkę. Dokładnie wyrabiam ciasto- musi „odchodzić” od ręki. Moja Babcia Marysia „boksowała” się z ciastem- 500 ciosów na lewą i 500 ciosów na prawą rękę 😀 – chodzi o to, żeby ciasto było naprawdę dobrze wyrobione i napowietrzone. Ja taka cierpliwa nie jestem, więc boksowanie zostawiam Mistrzom 😀 . Jak ciasto będzie już wyrobione, to przykrywam je ściereczką i….mam czas na kawę 😀 . Nie ma się co spieszyć- niech ciasto sobie rośnie spokojnie, nawet godzinkę, albo i dłużej. Ja, poza kawą wykorzystałam tę chwilę na zrywanie owoców 😀 . Kiedy ciasto już wyrośnie- wykładam je do formy i na wierzch dodaję owoce- zazwyczaj mieszam- wiśnie z malinami lub truskawki z malinami. Owoce mrożone można z powodzeniem dodać, tylko trzeba pamiętać, że na pewno „puszczą” sok. Aha! I jeszcze KRUSZONKA- czyli to, co „Tygryski lubią najbardziej”! Szczerze- na oko- zimne masło + cukier + mąka- „rozrabiamy” w palcach dokładnie i posypujemy wierzch ciasta. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na jakieś 40 minut. Każdy piekarnik może piec trochę inaczej, więc warto kontrolować ciasto za pomocą drewnianego patyczka- wykałaczki- jeśli po nakłuciu ciasta jest „suchy”, to ciasto jest gotowe 😀 ! Prawda, że proste 😀 ! A jakie pyyyyyyszne 😀 😀 😀 !!!

Możecie z ciasta z powodzeniem zrobić bułeczki- to taka wersja mini ciasta 😀 .

KONFITURY MALINOWE

Nie znam osoby, która nie lubiłaby malin- w najróżniejszych postaciach i odmianach. A zrobienie konfitur/ dżemu malinowego to żadna filozofia! Dziś możemy ułatwić sobie sprawę kupując odpowiednie „żelfixy”. Nie jestem ich przeciwniczką, bo zawierają substancje, które pozwalają na to, że taki dżem może stać naprawę długo i nie będzie się psuł. Choć myślę, że jest on tak pyszny, że za długo nie postoi 😀 .

Składniki:

-maliny,

-żelfix (lub coś podobnego)

-ewentualnie trochę cukru.

Maliny i cukier (jeśli chcecie) wrzucamy do garnka i mieszamy. Owoce szybko się rozpadają, rozgotowują i puszczają sok, dzięki czemu nie potrzeba dodawać wody (chyba, że owoce zaczną się przypalać, to wtedy odrobinę można 😀 ).. Kiedy maliny się rozgotują dodaję żelfix- dokładne proporcje są napisane na opakowaniu i tego się trzymamy! Gorącą konfiturę przekładamy do wyparzonych słoiczków, dokładnie zakręccamy i stawiamy do góry dnem- i voila! Proste, prawda 😀 !

TARTALETKI Z KREMEM ŚMIETANOWYM I OWOCAMI

I tutaj nie ma bata, żeby deser się nie udał!

Składniki:

-500g mąki pszennej,

-2-3 łyżki mąki ziemniaczanej,

-pół kostki masła,

-szczypta soli,

-jajko,

-szklanka cukru-pudru,

-łyżka soku z cytryny lub szczypta kwasku cytrynowego,

-cukier waniliowy/wanilinowy (opcjonalnie),

-dobrze schłodzona śmietana kremówka 36%,

-owoce do dekoracji, starta czekolada.

Ciasto- mąkę, cukier- pół szklanki, zimne masło, jajko, sól- dokładnie wyrabiamy i wstawiamy na godzinę do lodówki. W międzyczasie- pijemy kawkę/herbatkę- co kto woli 😀 .

Po godzinie nastawiamy piekarnik na 180 stponi i po kawałku ciasta „wciskamy” do foremek do tartaletek- można je wysmarować wcześniej masłem, ale przyznaję, że mnie się nie chciało, a poza tym w samym cieście jest masło, więc nie ma obaw, że ciasto się przyklei do formy. Gotowe ciasteczka wkładamy do piekarnika na jakieś 20 minut- ale trzymamy rękę na pulsie- żeby się nie przypaliły. Przygotowujemy krem- schłodzoną śmietankę ubijamy na sztywno mikserem i dodajemy drugie pół szklanki cukru pudru (można oczywiście mniej- ale ja robiłam ciasto bardziej cytrynowe, więc dla równowago smaku 😀 dodałam tutaj więcej cukru ). Kiedy nasze tartaletki się upieką i wystygną, można je dekorować kremem a na wierzch dodać owoce i posypać startą czekoladą. PYYYYYCHOTA!

Rozszalałam się z tymi słodkościami, a co! Ale na pewno to nie koniec! Trwa sezon ogórkowy, a my właśnie dostaliśmy jakieś….10 kg ogórków… I teraz głowię się, co tu fajnego z nich zrobić… Znaczy się- będzie kolejny post na blogu- zapraszamy 😀 !

Buziaki- Ania&Chłopaki 😀 !

Written by ania.chrzanowska

Leave a Comment