Witam Was Kochani cudownym zachodem słońca w naszej Lubonii 😀 !

No ja cię nie mogę, chyba znów wyjdzie na to, że jestem paskudną chwalipiętą, no ale MUSZĘ, BO SIĘ UDUSZĘ 😀 ! Właśnie spełniłam swoje kolejna marzenie 😀 ! I to sama (no w sumie to z pomocą Remka- bo pojechaliśmy na zakupy i mogłam kupić potrzebne rzeczy 😀 , tak gwoli ścisłości !) !!! Etap urządzania i dekorowania domu chyba cieszy każdego, więc ja „jaram się” ogromnie!!! Pamiętam, że jak tylko przekroczyliśmy progi „starego” domu (nie ma go już niestety, ponieważ groził zawaleniem, co też oczywiście się później stało…), to moim oczom ukazała się taka PEREŁKA…

Stół- marzenie! Szuflada skrywała ponad stuletnią książeczkę do nabożeństw- przy najbliższej okazji pokażę ją Wam. Jak widać na zdjęciu- zbrodniczo ktoś pomalował ten cudny stół farbą w odcieniu… (poranne kakao to za mało, hahahaha 😀 ). Jak później się okazało, ekipa, która budowała dom i wynosiła, a raczej wyrzucała meble ze starego domu (bez komentarza, ale o tym pisałam już wcześniej…) pozbyła się tej szuflady… Więc został stół bez szuflady… Ale w sumie i tak się cieszyłam, że nie zniszczyli jeszcze bardziej tego wspaniałego mebla. Szufladę zawsze jakoś dam radę „dorobić”, bo na razie jest tam „nic”…

Ale, marzyłam o tym stole od pierwszych chwil, kiedy go zobaczyłam! Czekałam 2 lata, żeby móc się nim zająć!        Od początku wiedziałam, jak chcę, żeby on wyglądał 😀 , że będzie stał w kuchni, przy nim będziemy jeść śniadania, obiady i kolacje, pić kawę i herbatę, śmiać się, rozmawiać, piec pierniki, marzyć, planować….i w końcu udało się! Ponieważ renowacja mebla przypadła na 11.11., tym bardziej jest mi bliski ten stół. Nie ukrywam, że kiedy przyszło już do tego momentu, że stanęłam przy tym stole z odpowiednimi „narzędziami”, to obleciał mnie strach- przecież ja NIGDY! nie robiłam nic podobnego! Bardzo nie chciałam go „skrzywdzić”- dosłownie! I pewnie, gdyby ktoś, kto profesjonalnie zajmuje się renowacją mebli popatrzył, to miałby wiele uwag… ale cóż, raz kozie śmierć, przynajmniej mam satysfakcję, że to zrobiłam, po swojemu i w sumie wyszło…SUPER! (no chwalipięta…)

Bałam się, że używając opalarki niechcący „przypalę” blat, a szlifierką wyjdą mi „góry i doły”, postawiłam na chemiczne usuwanie tej paskudnej farby. I myślę, że w sumie był to dobry pomysł. Potem delikatnie szpachelką ściągałam farbę…

   

No nie powiem, że było łatwo… Dlatego, jak już po 2 dniach 😀 , udało się zedrzeć całą farbę, to i kawki się przy nim napiłam, a co 😀 !

Myślałam, że ściąganie farby było ciężkie… o słodka naiwności! Teraz się zaczęło! Wyszorowałam dokładnie stół i zabrałam się za ręczne szlifowanie najdrobniejszym papierem ściernym…

Stół na blacie ma „ślady” użytkowania- od krojenia chleba, bo są „zacięcia” od noża, po plamy z masła lub sosów… ale wiecie, w sumie, to wcale mi to nie przeszkadza, bo w tym zapisana jest jego historia. My dopiszemy naszą, ale oczywiście w mniej drastyczny sposób, żeby nie było (tak metaforycznie rzecz jasna 😀 ).

Cały dzień szlifowania i stół prezentował się tak:

Już bez tej wstrętnej farby stół wygląda pięknie, ale teraz dopiero zaczyna się „magia” 😀 ! Lakier, farba, pędzel w dłoń i do dzieła! Zobaczcie, jakich miałam wspaniałych Pomocników 😀 .

 

 

Blat jest pęknięty, ale- nam to nie przeszkadza- po prostu pokochaliśmy ten stół od „pierwszego spojrzenia” 😀 .

 

I w naszej majerankowej kuchni w końcu stanął nasz wymarzony, odnowiony własnoręcznie…

 

No nie mogę się napatrzeć 😀 i cieszę się jak dziecko!!! Naprawdę włożyłam w niego tyle pracy i miłości, że mam nadzieję, że będzie wspaniałym „członkiem” naszego domu pełnego miłości 😀 …

A teraz małe porównanie- PRZED i PO …

 

Chyba widać różnicę 😀 … Mam nadzieję, że i Wam podoba się moja „akcja renowacja” . A może i kogoś z Was zainspirowałam do przerobienia jakiegoś mebla lub nawet drobnej rzeczy 😀 . Będzie mi ogromnie miło, jeśli podzielicie się tym ze mną i zostawicie komentarz 😀 .

Przesyłamy całusy, do zobaczonka już niedługo!

Ania&Chłopaki

Written by ania.chrzanowska

Leave a Comment