Witajcie Kochani w kolejnej, wspólnej, wakacyjnej podróży 😀 !

Wasz odzew na Instagramie, pod naszymi zdjęciami z Chorwacji był tak ogromy, że myślę, że warto napisać kilka słów o tym,  na co warto skusić się, odwiedzając ten kraj. Nas zachęciły opowieści znajomych i oczywiście naszej cudownej Szwagierki Pauliny 😀 . Szczególnie przypadł nam do gustu pomysł z nurkowaniem. Pisałam już o tym w ubiegłym roku, że nie jesteśmy profesjonalnymi nurkami 😀 , choć ukończenie takiego kursu nam się marzy.

W tym roku po raz drugi spędziliśmy nasze wakacje w Chorwacji. Wybraliśmy „do odkrywania” Istrię, przepiękny, górzysty półwysep, który porastają lasy. Oczywiście nie zdążyliśmy zobaczyć wszystkich atrakcji, bo też nie ukrywamy, że największą frajdę daje nam odkrywanie podwodnego świata 😀 .

Błękit- ten kolor właśnie najbardziej, moim zdaniem 😀 , pasuje do letnich miesięcy nad Adriatykiem w Chorwacji… W ubiegłym roku i teraz podobnie urzekł nas widok absolutnie błękitnego morza. To aż nie do uwierzenia, żeby woda była bardziej niebieska niż niebo… A że niebieski to mój ulubiony kolor, to jeszcze przyjemniej spędzało się tam czas.

Jedną z propozycji, na które na prawdę warto zdecydować się, będąc w Chorwacji, to rejs łódką. Wiem, że to dość droga zabawa, bo: koszt łódki na cały dzień- 250 euro, 50 euro dla skipera + koszt paliwa, ewentualnie (a WARTO!) kamera go pro- do robienia zdjęć pod wodą (przed wyjazdem chyba lepiej mieć swój sprzęt, ale jeśli się poprosi, to organizator o to zadba). Łącznie może wyjść nawet do 400 euro, ale serio- można co miesiąc coś tam sobie odkładać, bo widoki i frajda, jaką się ma z takiej wycieczki jest niezastąpiona! W zamian mamy „obsługę” skipera, owoce, napoje no i MEEEEGA FRAJDĘ! w Chorwacji w każdej nadmorskiej miejscowości jest mnóstwo miejsc, przy których można znaleźć takie oferty, bardzo często też hotele czy inne lokale, w których można się zatrzymać oferują takie usługi. A co warto na taką łódkę ze sobą zabrać? Krem z wysokim filtrem, ręcznik, kostium kąpielowy, coś „na przebranie” (jeśli mamy do naszego noclegowego miejsca dość daleko i nie chcemy wracać cali mokrzy 😀 ), buty do pływania/ płetwy/ okulary/ maski. Jasne, że osoby, które nie pływają lub nie czują się najlepiej w wodzie mogą cały dzień spędzić na łódce, opalać się i podziwiać „ziemskie” widoki (a te podmorskie- podczas rejsu np. łodzią podwodną, bo takie też są organizowane), ale jeśli całkiem nieźle radzimy sobie z pływaniem, to nie ma co- pływanie i odkrywanie podmorskiego świata będzie najwspanialszą zabawą. Chorwacja ma dość dużo „blue cave”, praktycznie każdy rejs oferuje przepłynięcie w takie miejsce. To fantastyczne, kiedy wpływa się”w górę”, do jaskini i nagle jasne skały odbijają światło w wodzie i caaaałe wnętrze jaskini wypełnia się błękitnym światłem 😀 !!! Trzeba uważać na wystające skały i wszędobylskie jeżowce, ale takie miejsce naprawdę trzeba zobaczyć. Jeśli mamy szczęście, podczas rejsu uda się spotkać grupkę delfinów. Nam się udało i było to naprawdę wzruszające spotkanie. Skiper, który z nami pływał mówił, że można też z delfinami popływać. My niestety nie mogliśmy, bo wśród stada był mały delfinek, który trzymał się blisko mamy. W takich warunkach lepiej nie denerwować tych wspaniałych zwierzaków, bo z pewnością wtedy nie byłyby aż tak przyjazne. A co kryje podwodny świat? Ano, takie skarby 😀 …

Poza cuuudownym światem podwodnym, Chorwacja to kraj dobrego wina, pysznych oliwek, słodziutkich owoców, ukrytych jeziorek i wodospadów i pięknych widoków „z góry”…

Dobra, przyznam się, że jak zatrzymaliśmy się, żeby zrobić zdjęcia, ale nie mogliśmy oprzeć się pokusie i po jednym winogronku spróbowaliśmy 😀 . Ale ciiii, tajemnica 😀 !

Miejsca, które jeszcze warto odwiedzić, będąc na półwyspie, to z pewnością miasto Pula. Po mieście można przejechać specjalnym, turystycznym autobusem (jak w Londynie 😀 ). Każdy pasażer dostaje słuchawki, które wpina przy swoim siedzeniu i może wybrać tłumaczenie w swoim języku (jest i polski 😀 !) . Lektor ciekawie przybliża historię miasta i opisuje miejsca, przy których wiedzie trasa autobusu. Pula kryje wiece cudownych miejsc, klimatycznych uliczek, czuć tu „ducha starożytności”, bo w Puli mieści się jeden z kilku amfiteatrów. Jest on zdecydowanie mniejszy niż rzymskie Koloseum, ale jest to „centrum kulturalne”, ponieważ w sezonie odbywają się tu różne imprezy- koncerty i… walki gladiatorów. I na ten „spektakl” też warto się wybrać. Walki te odbywają się wieczorem, od godziny 20:30 i trwają około 2 godzin. Całość przygotowana jest przez specjalną grupę rekonstrukcyjną ( jak u nas- rycerze ). Uczestnicy przebrani są w odpowiednie stroje, dodatkowym dopełnieniem jest też muzyka i „pokazy ognia”. Wszystko odbywa się jak w czasach starożytnego Rzymu… Prowadzący opowiada (baaardzo zabawnie) o walkach gladiatorów i zagrzewa publiczność, do aktywnego uczestnictwa w „igrzyskach”. Jest to niezwykłe zjawisko „psychologiczne”. A dlaczego? Wiadomo, że przegranego gladiatora mogła czekać śmierć i o tym decydowali widzowie i cesarz. Tu jest podobnie- publiczność „podpowiadała” cesarzowi czy uratować wojownika czy skazać go. Początkowo prawie wszyscy chcieli darować życie i nie krzyczeli zbyt głośno, jednak pod koniec „imprezy” emocje były tak ogromne, że jeden z walczących został skazany na śmierć… Oczywiście taką na niby 😀 . Ale było to niezwykłe patrzeć, jak zmieniają się reakcje ludzi… Choć od tych czasów minęło wieeele wieków i raczej ratujemy życie, jesteśmy „za życiem” (jakkolwiek politycznie to brzmi, to chodzi o to, że nikt nikogo tak łatwo na śmierć nie skazuje- mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi 😀 ). Czy faktycznie jednak dziś aż tak różnimy się od tych ludzi, którzy oglądając walki gladiatorów w starożytności decydowali, według własnych gustów czy skazać gladiatora na śmierć czy też nie… Choć wszystko to miało formę zabawy, to jednak taka refleksja nam się pojawiła…

  

Wiecie, nie jesteśmy żadnymi ekspertami chorwackimi, bo to była dopiero nasza druga wyprawa, ale piszemy i wybieramy to, co wydaje nam się ciekawe. Lubimy aktywnie spędzać czas- jak plaża, to pływanie i nurkowanie (z opalaniem uważamy, choć nie mówię- ładnie nas słonko musnęło 😀 ), a tak- poznawanie nowym miejsc i zwiedzanie. Szybko nudzimy się, będąc w jednym miejscu, dlatego z miejscowości, w której mieścił się nasz hotel robiliśmy wypady do pobliskich- Labin, Pula, a potem przenieśliśmy się na 2 dni w okolice Novigradu- małe, urokliwe miasteczko 😀 . Oczywiście zahaczyliśmy też o szkółkę roślin 😀 … bo zamiast magnesu postanowiliśmy kupić sobie parę roślinek… Zauroczyła nas Bungewilla , pieszczotliwie zwana przeze mnie „Brunhildą” 😀 . Wyobraźcie sobie, jak wracaliśmy….dżungla w bagażniku 😀 !!! Ale myślę, że za kilka lat, jak roślinki podrosną, będą pięknie komponować się w naszym Majeranku 😀 .

Dziękujemy Wam za cierpliwość 😀 i kolejną, wspólną podróż- tym razem naszymi, chorwackimi szlakami 😀 .

Do zobaczenia już za tydzień, w kolejnej wyprawie Kolorami lata …

Buziaki! Ania& Chłopaki!

 

 

Written by ania.chrzanowska

Leave a Comment