To było naprawdę COŚ! Choć nie przepadam za lotami samolotem, to jednak możliwość podróżowania i zwiedzania, poznawania nowych miejsc wzięła górę 😀 . Karol ucieszył się, że wypadną mu 2 dni szkoły (no kto by się nie cieszył w wieku 13 lat 😀 !), a choć w oczach błyszczały iskierki radości, to z poważną miną oświadczył, że przecież będzie to dla niego doskonała lekcja języka angielskiego i geografii 😀 …

Ja, jako ogromna fanka Agathy Christie, Dickensa, a przede wszystkim SZEKSPIRA 😀 – na hasło- Londyn, aż przebierałam nogami z radości !!! Choć dla Remka był to wyjazd służbowy, to my też mogliśmy skorzystać. Nasi rodzice w sumie też, bo dla nich, a szczególnie dla mojej Mamy wyjazd nad morze, to dodatkowa porcja zdrowia 😀 . Więc pod przykrywką opieki nad naszymi psiakami ściągnęliśmy Rodziców, a sami ruszyliśmy na podbój Londynu.

Muszę przyznać, że miasto Szekspira mnie zachwyciło- wśród meeega nowoczesnych drapaczy chmur, kryją się niesamowite perełki- ogrody, parki- ogromne jak Hyde Park, po urocze zakątki, wielkości większego pokoju… A wśród nich- ptasie serenady, morze kwiatów, szum liści ogromnych drzew i urocze ławeczki (na których często były tabliczki z różnymi informacjami- jakieś motta, dedykacje, pamiątkowe tabliczki…). I z tą myślą, że przecież tymi uliczkami, wśród wielu budynków, wędrowali moi literaccy ulubieńcy, wędrowaliśmy sobie przez Londyn… Naprawdę- robiliśmy niezłe kilometry, bo jak zobaczyć najważniejsze rzeczy w przeciągu 3 dni ??? Oczywiście, że nie udało nam się zobaczyć wszystkiego, bo poza zwiedzaniem, żeby „poczuć klimat miasta”, chcieliśmy się na chwilę zatrzymać- na ławeczce w parku, nad Tamizą, zjeść coś pysznego w Chinatown… To, co oczywiście było „on the top”(kurczę, muszę się trochę pilnować, bo przecież polonistką jestem, nie ;D …) to muzea. W latach 90- tych premier Tony Blair wprowadził ustawę, że wszystkie muzea „narodowe” mają wejścia za darmo. I wiecie co- owszem, są kolejki (ale wszystko sprawnie idzie), ochrona dokładnie sprawdza torby, plecaki, ale nikt niczego nie psuje, wielu eksponatów można dotknąć, są specjalne stanowiska dla dzieci, na których można zrobić doświadczenia, sprawdzić- jak to działa… I tymi muzeami też jesteśmy oczarowani 😀 !!! Od razu po przylocie poszliśmy do  National Gallery.

Wiele dzieł nas zachwyciło, odnalazłam kilka obrazów z książki, którą kieeeeedyś daaaawno temu dostałam jako nagrodę w konkursie wiedzy o Sienkiewiczu- obrazy Claude’a Lorrain. Ale naprawdę, popłakałam się, kiedy zobaczyłam to…

Kiedyś nieudolnie próbowałam odtworzyć ten obraz, który miał być prezentem dla mamy Pauliny… Serio- na mnie zrobiło to OGROMNE wrażenie!!! Kocham impresjonistów, więc mogłam podelektować się kilkoma dziełami Moneta…

Ale nie był to koniec wrażeń na pierwszy dzień… Być w mieście Szekspira i nie iść do teatru? Mój kochany Mąż zobił nam ooooggggrrrrooommmnnnąąą niespodziankę i kupił bilety do Her Majesty’s Theatre na „Upiora w operze”.

Jest to jedna z moich ukochanych sztuk i poszłabym na nią nawet w Pcimiu Dolnym (przepraszam mieszkańców tego uroczego miasta 😀 )! Ale to, co zobaczyliśmy, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania… NIDGY W ŻYCIU NIE WIDZIAŁAM WSPANIALSZEGO SPEKTAKLU 😀 😀 😀 !!! To było mistrzostwo! Nie tylko gra aktorska, kostiumy, muzyka na żywo, ale scenografia były PRZEFANTASTYCZNE!!! Nie wiedziałam, że tak można robić Teatr, tak prze wielkie „T”!  Brak mi słów, żeby to opisać…

Ach, ten Londyn… Niesamowite było to, że widzieliśmy wielu baaardzo elegancko ubranych mężczyzn, w melonikach, w muszkach, z fajkami- jakby żywcem wyjętych z czasów Sherlocka Holmesa!  Jechaliśmy oczywiście „podwójnym” autobusem, wałęsaliśmy się uliczkami, odwiedziliśmy królową, która akurat na naszą wizytę zamówiła specjalnie „londyńską” pogodę ;D, byliśmy w Muzeum Historii Naturalnej, Muzeum Wojny, Muzeum Brytyjskim, no i oczywiście przy The Globe 😀 (do mojej skromnej kolekcji dzieł Szekspira dołączyły Sonety w oryginale 😀 !) …         Te kilka zdjęć- to naprawdę tylko mini migawka naszych relacji. Wiele z tych zdjęć zrobił Karol 😀 .

      

   

Wpadliśmy oczywiście do sklepu Lego ;D…

i do chińskiej dzielnicy…

i nawet do szałowego sklepu M&Ms (pachnie w nim czekoladą 😀 !!!)

Naprawdę- wspaniale spędziliśmy czas w Londynie. Myślę, że jeszcze kiedyś uda nam się tam polecieć, żeby zobaczyć jeszcze wiele innych miejsc. Ale tak myślę sobie,że mimo niewątpliwych uroków Londynu, nie chciałabym tam mieszkać…odstrasza mnie ten ciągły pośpiech, jakby nie patrzeć- to trzecie pod względem zaludnienia miasto w europie, a co za tym idzie- nie za bardzo bezpieczne… Bo czyż największe miasta na świecie mogą równać się z tymi widokami… wszędzie dobrze, ale w domu- najlepiej 😀 ! KOCHAM POLSKĘ!

Buziaki Kochani!!!

Ania

Written by ania.chrzanowska

Leave a Comment