„Rześko”- to dobre określenie, kiedy łapie mrozik, nie ma wiatru i świeci słońce. Lubię takie poranki… Choć teraz to już całe dnie są „rześkie” 😛 . Ten wyraz to takie nasze „rodzinne słowo- klucz” 😛 . Idealny poranek- wystarczy tylko zobaczyć, jak nasze psiaki się przytulają 🙂 -ja mówię- jak Yin i Yang.

Czekoladka zjedzona i to na spółkę- każdy schrupał po kawałku motoru/ motocykla (pewnie miłośnicy 2 kółek byliby zdegustowani moją niewiedzą 😛 ). To zostało zadanie. Pod numerkiem 2 kryła się wyprawa na bursztyny 🙂 ! Jupi! To jest to! A gdzie najlepiej zbierać bursztyny? oczywiście- na „Jantarowym Wybrzeżu”, więc wybraliśmy się na Mierzeję Wiślaną. Bardzo lubimy tam jeździć. Jeszcze wiele pięknych miejsc mamy tam do odkrycia. Dziś postanowiliśmy pojechać aż pod granicę z Rosją. No i nas tam „wywiało” 😛 , a że „wiało od Ruska” (kiedyś opowiem, skąd to powiedzonko i dlaczego przy bursztynach to takie ważne 🙂 ), to spodziewaliśmy się niezłych łupów. Nasza „Krystyna”- nawigacja chyba zwariowała, bo poprowadziła nas zupełni inną drogą. Pomagamy sobie nawigacją, ponieważ ten odcinek między Gdańskiem a Żuławami jest ciągle remontowany i wszędzie są obiazdy. No i chyba one zmyliły trochę naszą „Krysię”. Na dodatek nagle wjechaliśmy w taką mgłę, że aż zwątpiliśmy, gdzie jesteśmy. Szczęśliwie udało nam się aż pod tę granicę przyjechać. Widoki- CUDNE! No bo co innego można powiedzieć, kiedy się stoi nad brzegiem wzburzonego morza 🙂 . Choć „wiało od Ruska”, to bursztynów właściwie nie było. Ale jakoś nie przejęliśmy się tym specjalnie. Wyprawa była wspaniała. Ambra i Jantar wybiegali się za wszystkie czasy- teraz chyba muszę je obudzić na kolację (ale chrapią 😛 !).

Przejeżdżając przez Krajobrazowy Park „Mierzei Wiślanej” zauważyliśmy tabliczki z informacją, że trwa polowanie… W drodze powrotnej, nagle przez drogę przebiegła sarna. Tak myśleliśmy, że to była sarna… Po drugiej stronie drogi czuła się chyba bezpieczniej, bo trochę zwolniła kroku. I tylko takie ROGI przykuły naszą uwagę… Z tego co się orientuję, to chyba sarna z rogami (może nie były wielkie, ale takie „pokaźne”…) to JELEŃ! Szkoda, że nie chciał się odwrócić i pokazał nam się z tej drugiej strony 😛 … Z tego wszystkiego oczywiście nie zrobiliśmy zdjęcia, a trzeba było ruszać, bo tamowaliśmy ruch na drodze… Takie spotkanie 🙂 !
Żegnały nas dziś takie cudne widoki…

I ja żegnam się dziś z Wami 🙂 ! Do jutra 🙂 !!!

Written by admin

Leave a Comment