Neptun dziś się gniewa… W nocy zaczął wiać bardzo silny wiatr i nadal mocno dmie… Synoptycy przewidują nawet 10 w skali Beauforta…

Patrzę w okno z zachwytem 🙂 … Mogłabym dodać, że jak zwykle 🙂 . Nie zrozumcie mnie źle, bo przecież zdaję sobie sprawę z tego, że taki wiatr jest bardzo niebezpieczny, ale dla nas to nowość i potęga natury jest niezwykła, piękna, tajemnicza i groźna… Myślałam, żeby zrobić jakąś „sesję zdjęciową” (bo w końcu mam trochę lepszy aparat 🙂 ) , ale to musiałabym chyba nakręcić cały film i „skrócić”go, w sensie przyspieszyć, żeby pokazać jak tu jest pięknie… A poza tym każdego dnia morze jest inne, inna gra światła, inne niebo, chmury, kolory morza, piasku, jesiennych drzew…no i dźwięki- delikatny szum fal i groźny ryk morskich bałwanów, „śpiew” mew… Wczoraj, kiedy zaczęło już wiać trochę mocniej był „Dzień Tęczy”! Serio, serio! W życiu nie widziałam aż tylu tęcz jednego dnia 🙂 ! Było ich chyba z 8! Jedną nawet zauważyłam taką całą 🙂 🙂 🙂 !!! Wczoraj rano przywitało nas piękne słońce, wschodzące nad Westerplatte…

A tu- widok na Gdynię…

Mamy też szczęście obserwować drogę statków, które wpływają do portu w Gdańsku. Wieczorami i w nocy widzimy światła, które prowadzą statki bezpiecznie, w oddali światło latarni morskiej w Helu… Naprawdę można się zakochać w takim widoku… A w środę nawet „statek Star Wars” nas odwiedził na wodach Bałtyku 🙂 …

No żartuję oczywiście, ale kształt tego statku był przedziwny… Zazwyczaj ze słowem statek kojarzy nam się konkretny kształt statku, ale to, jakie często widujemy tutaj przywołuje skojarzenia ze statkami, ale kosmicznymi 🙂 . Taka ciekawostka 🙂 .
Coś wydaje mi się, że głównie skupiam się na urokach przyrody 🙂 , ale jak już kiedyś Wam wspominałam uwielbiam naturę, przyrodę i z zachwytem patrzę na nią…
Cóż robić, kiedy Neptun się gniewa? Może książka, dobra kawa i kawałek (może być nawet większy 🙂 ) ciasta dyniowo- marchewkowego? Co Wy na taki zestaw 🙂 ? Jantar też zaprasza 🙂 ! Ale z niego czytelnik 🙂 !

A może jesienne kwiaty?

Goździki też są piękne, prawda 🙂 ?
Z tym ciastem dyniowym to też miałam niezłą „wtopę”… Miałam spory kawałek dyni i do tego starłam jeszcze 2 marchewki. Chciałam, żeby ciasto było takie „wilgotne”, więc dyni nie piekłam wcześniej, tylko też starłam. No i chyba to był przerost „formy nad treścią” (teraz moi wykładowcy z teorii literatury pewnie by się zagotowali, bo twierdzili, że coś takiego nie istnieje 🙂 )… Ciasto pachniało cudnie- piernikami (bo dodałam cynamon i cukier z wanilią), świątecznie wręcz, ale „wilgotne” było całe…No, mówiąc wprost to był jeden wielki zakalec… Może nie powinnam się tym „chwalić”, ale to ogromne ciasto (cała wielka blacha!) zniknęło w ciągu jednego dnia- moi chłopcy całe spałaszowali 🙂 ! I bardzo im smakowało 🙂 ! I jak tu zrozumieć facetów 🙂 … Chyba powinnam się cieszyć, bo nie dość, że zjedli ze smakiem, to jeszcze z meeega dawką witamin z dyni i marchewki. Normalnie, szczególnie Karol, kręcą nosem na warzywa, a to ciasto praktycznie składało się z warzyw w 80% 🙂 … Nie gniewajcie się, ale z czystej przyzwoitości nie podam przepisu 🙂 , a poza tym ja zazwyczaj robię wszystko „na oko”. Mam zamiar jeszcze zrobić coś z dyni w najbliższym czasie i upiec „ciasteczka Nigelli”, na które przepis znalazłam w Internecie. Wtedy, jak mi wyjdzie, to oczywiście się nim podzielę 🙂 .
Na printerest.com , który uwielbiam za morze inspiracji, znalazłam ciekawe, inne „zastosowanie” dyni. Kto wie, może za rok, w naszym Majeranku, na tarasie, albo przy kominku też coś takiego wykombinuję…

Dziś jedziemy do naszej Lubonii, bo Majeranek- nasz domek, który się buduje (to była nazwa projektu, który później uległ małym zmianom, ale nazwa bardzo nam się podoba 🙂 )- przechodzi wielką metamorfozę 🙂 🙂 🙂 !!! Stroi się w dachówkę i zakłada ciepły płaszcz na zimę 🙂 . I zyskaliśmy miejsce w sadzie, po zburzeniu starych budynków. Niestety „działamy” na odległość, więc fotorelacja będzie po weekendzie. Mamy szczęście do naszej ekipy. Pracują jak mróweczki, są dokładni (nawet sąsiedzi, którzy też się budują częściowo korzystają z usług naszej ekipy 🙂 ). Mam do nich zaufanie.

Tak na zakończenie, żeby Was nie zanudzić, bo treści tego wpisu są niczym sztormowe fale- niosą różne rzeczy 🙂 , chciałabym bardzo, bardzo, bardzo serdecznie podziękować wszystkim Wam, którzy do naszego „domu pełnego miłości” zaglądacie 🙂 . Jest mi ogromnie miło poznawać Was i czytać Wasze komentarze. Wiem, że każdy z nas jest zagoniony, zapracowany i ma na głowie mnóstwo spraw, ale takie drobne gesty są przemiłe i sprawiają wiele radości. Dziękujemy Wam za to z całych naszych serc, a psiaki z radością merdają ogonami 🙂 .
Pozdrawiam cieplutko!
Ania

Written by admin

Leave a Comment