Chyba zdążę…jest jeszcze kilka minut do północy… Niedawno wróciliśmy ze świątecznego spotkania u Adasia,Baetkii Tymcia- rodzinki brata Remka…
Ubieraliśmy dziś choinkę 😀 ! Zadanie adwentowe zaliczone na 6 😀 (skromność 😛 ). W końcu!!!

Jest śliczna choć ma aż 2 bombki i to malutkie, bo na małej choince za dużo powiesić się nie da 😛 . Poza tym zrobiłam sporo ozdób z filcu i one ozdabiają naszą zieloną pannę jodłę 😀 . Zdjęcia wrzucę jutro, bo niestety mój telefon się rozładował…wrrr….
Byliśmy dziś w naszej Lubonii… I…. Stoją już mury naszego Majeranku!!! Skakaliśmy z radości! Jak dzieci, biegaliśmy po całym domu! Co prawda nie ma jeszcze w środku ścian działowych,ale i tak oczami wyobraźni widzieliśmy nasz kominek, kuchnię, stół, ogród…

Jak wracaliśmy mieliśmy niezwykłą przygodę. Remek zauważył sporego ptaka blisko szosy. Okazało się,że to jakiś drapieżnik- niestety nie wiemy czy to był myszołów czy sokół- nie za bardzo się znamy. Może jutro nasi biolodzy, jak zerkną na zdjęcie, to powiedzą, co to był za ptak.

Na nieszczęście ten ptak miał złamane skrzydło… biedaczek bardzo się bał…skakał bezradnie i chciał schronić się wśród gałęzi… Mój kochany Mężuś zachował się jak rycerz- zadzwonił do gminy i po 10 minutach przyjechał pan, który skontaktował się z weterynarzem i obiecał zająć się tym ptakiem. Zadzwonił później, że drapieżnik (też nie wiedział, co to był za ptak) jest już pod opieką lekarską 😀 . Ale mam dobrego i wrażliwego Mężusia 😀 ! Niestety nie mogłam wyjść z auta i pomóc, bo siedziałam z Ambrą, a baliśmy się, że ptak się wystraszy na dobre…
Tym miłym akcentem się żegnam! Obiecuję wrzucić zdjęcia jutro, czyli za jakieś 2 minuty 😛 (no, może rano, jak się naładuje telefon).
Ania

Written by admin

Leave a Comment