Kurczę chyba znów będzie o jedzeniu ;D … To akurat ta przyjemniejsza część dnia.
Losowanie zadania na dziś znów było przyjemne- przygotowujemy świąteczny smakołyk. No, aż nam ślinka pociekła na samą myśl! Jednak zanim się zabraliśmy za ten smakołyk (a tak naprawdę za jego zjadanie 😀 !, pojechaliśmy na działkę… I…ukazał nam się ARMAGEDON… Zburzono część starych budynków- na to byliśmy przygotowani, dzięki temu też wyrówna się teren,a na miejscu starych budynków będzie garaż i moja pracownia 😀 … Ale nie to mnie tak zasmuciło… Zobaczyłam nasze (nie wszystkie…) piękne starocie po prostu rzucone w błoto… Nie ma szafy, rozwalony kredens, stół z cudnymi, tłoczonymi nogami stoi do góry nogami i zawalony jest jakimiś innymi gratami, stara maszyna do połowy utknęła w błocie… Myślałam, że serce mi stanie… :C… A za parę godzin miał przyjechać samochód, żeby „te graty” wywieźć… Mimo, że prosiliśmy, żeby przeniesiono część sprzętów do innego budynku- wszystkie sobie tak stały poza naszą piękną szafą trzydrzwiową- bo jej po prostu nie było :C… Od razu Remek zrobił zdjęcia i zadzwonił do kierownika budowy, żeby nam choć to zabezpieczyli… Nie wiem, co zastaniemy w niedzielę…ale naprawdę mieliśmy mieszane uczucia…Wszystko wyglądało tak, jakby przeszło tamtędy tornado… No nie powiem, że spodziewaliśmy się ułożenia równo, w rządku, bo to budowa, ale widok tych sprzętów, o których prawie od roku marzyłam, jak nadaję im nowe życie, był STRASZNY…
Po powrocie zaczęłam poprawiać sobie humor i zawiesiłam nasz świąteczny wieniec na drzwi. Jego historia sięga czasów naszej pierwszej choinki ;P . Kupiliśmy choinkę do naszego wspólnego domu w pierwszym roku naszego małżeństwa. Było to tuż przed Wigilią. Ubieraliśmy ją w nocy- częściowo kupionymi ozdobami, częściowo wykonanymi samodzielnie, z masy solnej. Naprodukowaliśmy ich mnóstwo. I mamy je nawet do tej pory! Potem choinka powędrowała z nami do Wrocławia, potem znów wróciła do domu, aż któregoś roku, jak Karol miał 2 latka, mieliśmy jeszcze Deli (naszego pierwszego pieska- owczarka niemieckiego),nasz Synuś, wspólnie z pieskiem jednym zamachem połamali nam tę choinkę…i to tuż przed Świętami… Wtedy kupiliśmy żywą i tak już zostało. Ze starej, połamanej choinki uratowałam parę ładnych gałązek. Poleżały jeszcze kolejne 2 lata, aż zrobiłam z nich wieńce na drzwi- dla nas, dla mojej Siostry i Michała (wtedy jeszcze narzeczonego Asi ;), a dziś Jej Męża ) i dla mojego brata i Pauliny (wtedy Jego Dziewczyny, a dziś żony 😀 ). I cieszę się, bo mają te wianki do dziś i zawieszają je na Święta 😀 . W tym wieńcu są różne odoby, takie może dziecięce, ale są też nasze pierwsze ozdoby z masy solnej… Tyle miłych wspomnień…

Wieczorem wybraliśmy się na roraty. Wstyd, że zaniedbaliśmy i nie byliśmy nigdy z Karolem, ale już to nadrobiliśmy ;D .

Jest godzina 22:43, a nasz lampionik nadal się świeci 😀 !
W końcu nadszedł czas na wykonanie zadania ;D … Pojechaliśmy do Asi, Michała i Jasia i trafiliśmy ;D , na pieczenie świątecznego makowca i „próbę generalną” ryby po grecku 😀 . Niestety nie mam zdjęć, bo wszystko było tak pyszne, że nie zdążyłam nawet nic uwiecznić! Nawet zastanawiamy się czy nie złamać tradycji wigilijnej i nie zaczniemy od potraw, które przyrządzają Asia i Michał ;D . Mniam, mniam…aż w smaku czuć było Święta… No i tak oto się rozsmakowałam świątecznie…
Z pełnym brzuszkiem, przy blasku roratniego lampionu mówię dziś- dobranoc…
Ania

Written by admin

Leave a Comment