„Apetycznie” kojarzy się z pewnością z czymś do jedzenia, a używając dawniejszego języka- z jakąś strawą. I tak dziś będzie- trochę o strawie dla ciała i dla ducha. Zacznę od tej „cielesnej” strony;), bo z pewnością będzie „umilaczem” tej strawy duchowej. Wiąże się ona oczywiście z naszym kolejnym zadaniem z kalendarza adwentowego- szykujemy wieczorną, gorącą czekoladę :). To zadanie ucieszy każdego,w każdym razie my byliśmy bardzo zadowoleni. Bo początek tygodnia, a nikt poniedziałków specjalnie nie lubi ;), bo jutro Mikołajki i fajnie zrobić taki klimatyczny wieczór, bo za oknami zimno, buro i ponuro, to trzeba, żeby poziom endorfin poleciał aż pod niebo. A wśród kilku takich rzeczy, które są na liście dozwolonej bez limitu wieku ;P na jednym z naczelnych miejsc jest po prostu CZEKOLADA… A wśród najbliższych, w doborowym towarzystwie śmietanki, cynamonu czy innych kolorowych ozdóbek to a m b r o z j a! Znalazłam przepis gdzieś w sieci, ale zazwyczaj nie trzymam się kurczowo receptur zmieniam lekko, dodając coś od siebie :). Oto nas zestaw „startowy”;):
przyg1

przyg2
Do garnka wlałam około 0,5 l mleka i zaczęłam podgotowywać. Po 2 minutach dodałam około 150 ml śmietanki 30% (to napój energetyczny, więc kalorie być muszą:)! ). Kiedy całość zaczęła się lekko gotować zdjęłam z ognia i dodawałam, a właściwie dodawał Karol, po kawałku czekolady, a ja energicznie mieszałam trzepaczką. Wrzuciliśmy 2 czekolady mleczne Wedla :D. Kiedy czekolada się rozpuściła, to zaczęła się prawdziwa zabawa! Wlałam napój do kubeczków, tak do 3/4 wysokości. I teraz kto co chciał, to dodawał- pianki Marshmallow, bitą śmietanę,posypki, żelki- choinki, piegi czekoladowe czy przyprawę cynamonową do kawy i deserów. Tak prezentowały się nasze gorrrrące czekolady :D!!!
gczk1

gczm
Po takiej dawce energii i endorfin cóż jeszcze może spowodować, że człowiek znajdzie się w niebie- chodzi o sprawę tym razem duchową przypominam ;P, z listy z limitem wieku ;P otóż- k s i ą ż k i!!!
I tak właśnie mam kilka propozycji czytelniczych- czy do gorącej czekolady, herbaty, kawy lub bez okazji ale pewno na poprawę humoru. To taka moja prywatna lista książkowa na Adwent (i nie tylko 🙂 )…
książki

1. Paulo Coelho „Szpieg”
coelho
-Można wiele zarzucać Coelho, ale ta lektura jest wyjątkowa, zupełnie inna niż te, do których przyzwyczaił nas pisarz. Książka ma ciekawą formę listów Maty Hari, a więc postaci realnej.Jest to swoista biografia tej niezwykłej kobiety, która żyła w niezwykłych czasach, ale tak jak każdy po prostu i zwyczajnie szukała miłości…
2. Katarzyna Grochola „Przeznaczeni”
– Fani Grocholi na pewną nie będą zawiedzeni. Przyznaję, że książkę czyta się bardzo szybko, choć ma ponad 500 stron. Dla mnie najciekawszym zabiegiem artystycznym była zmiana narracji z człowieka na sprzęty (może to moje polonistyczne zboczenie zawodowe ;). Tak jak w tytule- przeznaczeniu uciec nie można, tym bardziej przeznaczeniu miłości…
3. ks. Jan Kaczkowski i Joanna Podsadecka „Dasz radę”
– Na czas Adwentu (i nie tylko!) doskonała lektura, zmuszająca do refleksji, ale też wzruszenia, uśmiechu i…dobrej kuchni- polędwiczki i tatara z łososia, które ks. Kaczkowski tak lubił. Podziwiałam i podziwiam w nim CZŁOWIEKA. Każdą jego książkę przeczytałam z zapartym tchem. Jakoś tak się składało, że te książki „wpadały” mi w ręce w bardzo trudnych momentach mojego życia i zawsze, choć poruszają ciężkie tematy, dawały mi ukojenie… Choć osobiście nie znałam ks. Kaczkowskiego, to czułam, że jest mi bliski- przez to, co robił- żył na pełnej petardzie. Ale tu słuszny pean na cześć autora mi wychodzi, a nic o książce jeszcze nie napisałam. Jest to ostatnia „rozmowa” ks. Jana z ludźmi, którzy za pośrednictwem Internetu, telefonów i innych środków chcieli spytać Go o różne, najczęściej duchowo- religijne, sprawy.
4. Beata Pawlikowska „Kurs szczęścia”
– Pozytywnie zakręcona książka dla pozytywnie zakręconych, szukających szczęścia, malkontentów, sceptyków, no słowem- dla każdego. Ciekawe jest to, że tę książkę właściwie każdy czytelnik, poza autorką, tworzy sam- są specjalne miejsca, które można uzupełniać, wpisując dane zadania,słowa. Może to właściwie taki rodzaj pamiętnika- drogowskazu. Książka może nie jest bardzo odkrywcza, ale najpiękniejsze sprawy i rzeczy nie muszą być wypowiadane językiem Joyce’a.
5. Daniel Kehlmann „Rachuba świata”
– Niestety o tej książce jeszcze nie mogę napisać nic, ponieważ jest jeszcze na mojej liście. Dopiero zacznę ją czytać, ale na pewno, jak tylko skończę, to dam znać. Zaciekawiła mnie recenzja z tylu książki i czasy, w których toczy się akcja- XIX wiek.
To taka skromna lista, ale różnorodna.

Teraz powoli będziemy szykować się do nocnej wizyty Małego Mikołaja ;P. U nas Mały Mikołaj wkłada małe prezenty do butów. Karol się ze mnie śmieje, bo od jakiegoś czasu wystawiam wszystkie swoje buty, ale to oczywiście taki żart, bo Mikołaj ma przecież poczucie humoru ;). Pamiętam, że Mikołajki, to już taki przedsmak Świąt- tak mi się wydawało, kiedy byłam mała. I Rodzice, nawet kiedy byliśmy starsi, zawsze dbali o to, żeby Mikołaj coś tam do butów wrzucił. Teraz też, choć już od dawna każde z nas ma swoje domy, swoje rodziny, Rodzice w porozumieniu z Małym Mikołajem 😉 przekazują nam, w Jego imieniu oczywiście, jakieś upominki :). Mam naprawdę WSPANIAŁĄ RODZINĘ!

Buty wyczyszczone i ustawione, to uciekam z cieplutką czekoladą do czytania :)! Kto wie, może w nocy, jak będę bardzo, bardzo cichutko, to usłyszę Małego Mikołaja ;)…Ale nie będę zdradzała, że wiem, tylko tak popatrzę przez dziurkę od klucza…
Ania

Written by admin

Leave a Comment